Językowe poplątanie

Co do języka, wiele zakłada się z góry, bądź daje mu wejrzenie niekochanego dziecka ludzkości.

 

W programie GRANICE WOLNOŚCI, DIARMAID FERRITER powziął się zmarszczyć brwi na gładkość ludzkiej mowy dla RTE One.

 

Irlandczycy mówią po angielsku bo są kulturowo ulegli, zaręczył pan Ferriter. Nie da się zdominować kogoś, kto nie mówi twoim językiem, a to Anglicy mówią po angielsku. To oni przynieśli ten język do Irlandii.

 

Co do miłości i ludzkości, mogę się zgodzić, że język nie jest ani MARNOTRAWNYM SYNEM, ani córką: dużo nie wydaje, a wiele może dać. ;)

 

Co do życia i wolności ― większość biznesów w Irlandii działa na anglojęzycznych papierach i walucie. Są to wszelkiego rodzaju języki angielskie: amerykański, australijski, czy jaki się podoba.

 

Ludzie zarabiają pieniądze dzięki rozmowom biznesowym po angielsku. Ludzie uczą się matematyki i wiele więcej, w anglojęzycznych szkołach. Ludzie dostają porady od anglojęzycznych medyków, oraz kupują chleb od anglojęzycznych piekarzy. Wielu ludzi nigdy nie uczyło się brytyjskiego.

 

 

Irlandzki angielski ma dystynktywne brzmienie, które bywa oceniane jako bardziej przyjemne od tego znad Tamizy, jak zauważył Pete McCarthy w swoim McCarthy’s Bar.

 

 

 

Pozbywanie się angielskiego irlandzkiego nie byłoby wolnością. Byłoby katastrofą. Angielski jest linguą franca, językiem, którym mówi się na całym świecie. Irlandzki horyzont dla biznesu i kultury obejmuje cały glob, z irlandzkim angielskim.

 

Narzekanie takie jest raczej skłonnością do pojęć siły. Może być warto rozróżnić ją od języka jako takiego. Prawdopodobnie, to owa skłonność zainspirowała nazwę „Hiberno-English” dla angielskiego irlandzkiego, jak w Wikipedii.

 

 

„Angielski został przyniesiony do Irlandii w skutku NORMAŃSKIEJ INWAZJI NA IRLANDIĘ w późnym wieku 12-tym”, opowiada Wikipedia o początkach języka „hiberno-angielskiego”.

 

Tymczasem, irlandzka wyspa została nazwana Hibernią przez starożytnych Rzymian, którzy ewidentnie myśleli że była bardzo zimna; pewnie porównywali temperatury w starożytnym Rzymie, Grecji, czy Afryce Północnej ― gdzie uprawiali regularne wpływy wojskowe, z kampaniami głównie o ciepłych porach roku.

 

 

Względem teorii jakoby Normadczycy przynieśli angielski, WILHELM NORMANDZKI był zasadniczo Francuzem, a jego NORMANDCZYCY nie mówili po angielsku, co z kolei jest wymieniane jako czynnik w Wielkim Przesunięciu Samogłosek.

 

Dokładnie jak inni najeźdźcy, Normadczycy nie uprawiali wiele słownej interakcji, podczas bitew. Bez ludzi którzy mówili, pisali, oraz handlowali ― w preferowanym ogółem umiarkowanym klimacie, który z pewnością angielskie zarówno jak irlandzka wyspa miały ― nie byłoby wiele nauki języka, czy zmiany.

 

Dla „hiberno-angielskiego”, nic się lingwistycznie kupy nie trzyma. Tak jak Irlandczycy nie potrzebują śnieżynek aby się uczyć języka, tak Brytyjczycy nie muszą w tym celu dołączać do sił zbrojnych, dla „twarzą-w-twarz” o „angielskim birrańskim”: Birrus było łacińskim słówkiem na przeciwdeszczową pelerynę, głównie na uposażeniu wojskowym. Tak oto skłonność do używania pojęć siły przynosiłaby aż rzymskie imperium i normadzkich najedźców, gdzie pióro (czy długopis) i językowa umiejętność znaczą najwięcej.

 

Pan Ferriter stwierdził, że rozpoznaje dwa rodzaje siły. Policja i wojsko to „siła twarda”. Język to „siła miękka”.

 

Zgadzam się, że mówienie „proszę wejść” może być fizycznie bardziej efektywne niż wnoszenie ludzi do pomieszczeń, szczególnie jeżeli zażywnych. Jednakowoż, mówienie „ryba i frytki” nie daje Leo Burdocka, chyba że jest waluta i konsensus aby dobić targu. Co więcej, przeróżne debaty dokoła świata dowiodły już, iż człowiek jest filogenetycznie uzdolniony do produkowania oraz percepcji języka przez dzień albo i dłużej, bez jakiegokolwiek wpływu na myśl i decyzje. ;)

 

Słówko „power” zasługuje na bardziej przychylny pogląd, jako intelektualna umiejętność i zdolność do działania. Uważanie języka za narzędzie podboju nie oddaje językowi sprawiedliwości. Język może być atrakcją. Język może być intelektualnym dążeniem, a tym samym, ani uległością ani dominacją: człowiek nie ogląda się za bardzo na innych, szczerze czymś zainteresowany. Prędzej poszczególnym osobom może się zdarzać zachowywać zaborczo, o co języka samego w sobie winić się przecież nie da.

 

Ja myślę, że irlandzki angielski powinien mieć powszechnie dostępny KORPUS. Autonomiczne środowiska językowe mają własne korpusy językowe.

 

 

Wedle stanu na dziś, żaden korpus irlandzkiego angielskiego nie istnieje, twierdziła publikacja Uniwersytetu Limerick, w roku 1999.

 

Sprawdziłam w internecie, dla aktualizacji. 17 kwietnia 2016, Uniwersytet Limerick stwierdził, że ma korpus. Nie był on jednak powszechnie dostępny. Podaję też link do strony z bieżącymi informacjami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *