Republika z narzędziami

Nie zdołałam nigdy Polski pokochać, choć się w niej urodziłam. Miałam tylko 11 lat kiedy zaczął się stan wojenny. Kultywowanie junty pod którą dorastałam zaczęło się wiele lat przed 1981, a przetrwało po 1983 roku. No i cóż, nie ma uczuć wrodzonych.

 

Jak tobołki cudzej własności

 

Wolność osobista jest jednym z najważniejszych aspektów życia człowieka. Polskie władze jednak wolą trzymać ludzi jak własność. O ile się człowiek w Polsce urodził — a wyboru co do miejsca urodzenia nikt nie ma — nie może zmienić obywatelstwa, jeżeli nie pozwoli na to Prezydent, mówi przepis.

 

Dostaje człowiek specjalny formularz. Musi napisać list i zawrzeć różne dokumenty, a nawet odręcznie napisaną biografię. Prezydent może się zgodzić, bądź — nie.

 

 

Obywatele a wojsko

 

Obywatele polscy płci męskiej są ponadto „własnością” polskiego wojska. Kwalifikacja i potencjalnie służba obowiązują wszystkich mężczyzn od wieku lat 19.

 

Już w demokratycznej Polsce, pracownicy Wojskowych Służb Informacyjnych sami uformowali a także nazwali Stowarzyszenie Najwyższej Nieodpowiedzialności „Rolowisko”. Szukali ekstra pieniędzy, a zakłócali interesy osób cywilnych płci obydwojga w duchu głębokiej niepowagi, dostrzegalnym w ich emblemacie, sugerującym w miejsce polskiego orła — ukorowanego kapłona, w stylu satyryka ANDRZEJ MLECZKO (którego o tą kreskę szczególnie nie mam jednak żadnej intencji pomawiać).

 

Raport oczywiście zawiera zwyczajowy w Polsce temat inflitracji przez służby rosyjskie, ale jak większość Polaków wie już od dzieciństwa, polskie służby wolą współpracę „z dziada pradziada”. „Rolowisko” nie było rosyjskim pokuszeniem.

 

WSI było fuzją WOJSKOWEJ SŁUŻBY WEWNĘTRZNEJ oraz ZARZĄDU II SZTABU GENERALNEGO WOJSKA POLSKIEGO. Zatrudniało ludzi bez weryfikacji, choćby przedtem współpracowali ze służbami komunistycznymi. Były to służby które wydawały wyroki śmierci również na kobiety — a kobiety służbie wojskowej wedle polskiego prawa nigdy nie podlegały. Nadal nie podlegają.

 

Identified after exhumation

 

„Nazwisko Nieznane”

 

Sierpień roku 2013 przyniósł kolejne identyfikacje ciał, podaje Instytut Pamięci Narodowej. „Będziesz NN”, mógł człowiek usłyszeć w Polsce, jak się człowiek służbom nie przychylał. Skrótu tego używano dla ciał trudnych czy też niemożliwych do zidentyfikowania, głównie pogrzebanych cichcem.

 

Polska Wikipedia podaje:

Egzekucji dokonano w Głównym Zarządzie Informacji Mazowsze:
• Krystyna Mielczarek (1923 – 1946)
• Barbara Niemczuk (1922 – 1946)
Aresztowane na początku lipca 1946 r. 31 lipca 1946 r., wyrokiem Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie skazane na karę śmierci. Wyrok wykonano 27 sierpnia 1946 r. w siedzibie GZI w Warszawie.

 

• GZI, Główny Zarząd Informacji – POLSKA WIKIPEDIA O EGZEKUCJACH

Polska maniera wojskowa która doprowadziła do stanu wojennego zaczynała się rozwijać właśnie wtedy, 35 lat przed stanem wojennym.

 

„Łączka”

 

Polska Wikipedia wymienia także osoby zamordowane bądź torturowane do śmierci i pogrzebane skrycie na „Łączce”, czyli w Kwaterze Ł CMENTARZA WOJSKOWEGO NA POWĄZKACH.
„KWATERA NA ŁĄCZCE” – Polska Wikipedia o ekshumacjach

 

„Łączka” nie była jedyna. Ciała grzebano na Służewie, na starym cmentarzu przy ul. Wałbrzyskiej, nad Dolinką, w parafii św. Katarzyny. Na Służewcu, przy Wyścigach Konnych; na cmentarzu Bródnowskim; przy murze więzienia mokotowskiego; na terenie więzienia praskiego, w tak zwanym „Toledo” przy ulicy 11 Listopada, oraz w Trojanowie.

 

Można znaleźć te lokalizacje na mapie Google. Obraz miasta Warszawy nieco się zmienia, jak wziąść pod uwagę polskie wojskowe zarządzanie. Informacja wojskowa to byli „sadyści przez duże S i mordercy przez wielkie M”, PRZYTACZA OPINIĘ HISTORYKA WIKIPEDIA.


https://drive.google.com/open?id=1Dj3WDVeYx_9ct3gfxm_J4RbpfJc&usp=sharing

Warsaw secret burial sites

 

„Numer Nieznany”

 

Dzisiejszymi czasy, skrót „NN” powraca przy okazji technik inwigilacji. Podobno ma znaczyć „numer nieznany”. Polskie służby twierdzą publicznie, że zdarza się im nie mieć pojęcia jaki numer mają akurat na uchu. W przypadku polityka, Janusza Kaczmarka, sędzia podobno zgodził się na inwigilację, ponieważ służby stwierdziły iż nie znają numeru telefonicznego, który sobie życzą rozpracować.

 

„Obywatel figurant”

 

Obywatel jako obiekt Biura B MSW nazywany był „figurantem”, w języku polskim, słówkiem przynależnym ze złodziejskim żargonem. Niektóre raporty twierdziłyby (zdarzyło się i Instytutowi Pamięci Narodowej), że to współpracowników tak określano. Zadanie operacyjne w ujawnionym dokumencie z 1969 roku jednak mówi,

 

adresy i kontakty oraz tryb życia; w razie wyjazdu figuranta obserwację prowadzić dalej.

 

Figurant declassififed document

 

Trudno uwierzyć, że służby potrzebowały śledzić współpracowników w celu ustalenia ich adresów, a już szczególnie podjąwszy obserwację na podstawie fotografii.

 

Nie lubię językowej „adopcyjności”, czyli powtarzania słów za innymi ludźmi, bez refleksji nad owych słów pochodzeniem i czasem. Komunistyczne polskie służby psychopatycznie nazwały Kwaterę Ł „Łączką”: normalnie, to zdrobnienie kojarzy się w polskim z relaksem. Dziś, także Instytut Pamięci Narodowej mówi, że się spotyka na „Łączce”. Pozostaje nadzieja, że Instytut nie adoptował również „figuranta”…

 

Konferencja prasowa prezesów IPN na Łączce - resized

 

Mit narodowej miłości

 

Nie skończył się w Polsce mit narodowej miłości. Przy tym jak nawet dziecku nie trzeba tłumaczyć, że się wszystkich kochać nie da, a odmawiać obywtelstwa czy życia tym akurat przez siebie niekochanym byłoby niepraktycznie, bo by się człowiek musiał cały czas martwić czy go wszyscy kochają, w 2013 roku Chris Cieszewski zostaje oskarżony o współpracę z Bezpieką, w „demokratycznej” TVP1.

 

Tomasz Siekielski, reporter, nie zastanawia się wcale, jaki interes pan Cieszewski mógłby z ową służbą mieć — przecież nie „miłość narodową”? — a pieniądze to śmieszne podejrzenie, jak brać po uwagę odrzucenie przez środowisko, także zawodowe, do tego na emigracji. A pieniędzy takich, żeby człowiek niczego nie potrzebował raczej nie ma.

 

Pan Cieszewski okazuje się niewinnym. Panu Siekelskiemu nie udaje się uniknąć kompromitacji, której oszczędziłaby mu była odrobina zdrowego rozsądku.

 

„Obywatel nie ma szans na obronę”

 

W „wolnej” i „demokratycznej” Polsce — jak za Komunizmu, tyle że otwarcie — „narodowa miłość” bywa prezentowana jako agenturalna aktywność intymna. Henryk Piecuch upublicznił swoje opinie w roku 2009:

 

Obywatel nie ma szans na obronę. W dzisiejszych czasach technika jest na tak wysokim poziomie. To tylko kwestia doboru odpowiedniego agenta do ofiary.

 

 

Gromosław Czempiński tak chwalił Tomasza Kaczmarka, agenta specjalnego do zadań intymnych:

 

… świetnie wypełniał swoje zadania. – Zrobił dwie głośne sprawy. Zapewne dzięki talentowi, umiejętnościom i odpowiedniemu przeszkoleniu.

 

Tomasz Kaczmarek stwierdził że jest patriotą, za co znalazł wsparcie w partii Prawo i Sprawiedliwość. „Czuły Tom” stał się posłem w roku 2011, ale poddał mandat w 2015, w kontekście kolejnego skandalu.

 

Agent Tom in parliament

 

„Karuzela”

 

W roku 2016, Andrzej Milacznowski opisuje polskie służby jako karuzelę. Wini częste zmiany kadrowe.

 

 

Nie tylko współpracownicy musieliby się jednak odznaczać w Polsce olbrzymim oddaniem służbom i do nich zaufaniem. Da się przecież zostać i animowanym, po tym jak człowieka namalowali. „Pikselek po pikselku”, to kolejna pogróżka jaką człowiek w Polsce mógł usłyszeć, jak się służbom nie przychylał.

 

 

To nie koniec kwestii etycznych. Zestaw operacyjny z czasów PRL-u wygląda na zdolny odmieniać materię martwą zarówno jak ludzi. Dla celów służb bywało, że „łamano”, czyli brano siłą.

PRL Security Box

„Łamanie” bynajmniej się z 1989 rokiem nie skończyło. Współczesne narzędziowe repertuary przekonują, że nie wszystko jest iluzją w pojęciu „electronic harassment”, elektroniczne nękanie. Ludzie służb musieliby ufać, że ich nietykalność będzie przestrzegana zawsze, bądź narażać się na kadrowe rozgrywki. W miarę świadomości, może nie być wielu, czy też chętnych do tego w ogóle.

 

Nieposzanowanie życia

 

Jak to z mitami bywa, narodowa miłość nie przeszkadza narodowemu zadawaniu śmierci. Patrząc wstecz w czasie, śmiertelne eliminacje to już w Polsce temat wręcz tubylczy. Dorota Kania, dziennikarka śledcza, napisała książkę o serii morderstw oraz samobójstw w których podejrzewa służby, „Cień tajnych służb”.

 

Imiona ofiar to mędzy innymi Alicja i Piotr Jaroszewicz, Marek Papała, Ireneusz Sekuła, Jacek Dębski, Jeremiasz Barański, Marek Karp, Krzysztof Olewnik, Andrzej Lepper, oraz Sławomir Petelicki. Większość zmarła po roku 1989. Człowiek musiałby mieć predylekcje gladiatorskie, aby sobie takie środowisko upodobać.

 

Nieposzanowanie ludzkiego życia ma w Polsce długą tradycję. Powstanie Warszawskie miało koszt w postaci śmierci 200 tysięcy osób cywilnych. Nie miało najmniejszych szans na powodzenie, a Armia Krajowa wiedziała o nazistowskiej praktyce wywierania zemsty na ogóle mieszkańców, w razie rebelii.

 

Smutny i szaleńczy akt powstańczy pasował do Romantycystycznego (bo przecież nie romantycznego) mitu Polski jako „Chrystusa Europy”. Gdyby zastanowić się nad tożsamością, próbować „być Chrystusem” nie ma sensu. Najwyraźniej, takie rozumowanie nie poprzedziło Powstania. Dzisiejszymi czasy, coraz więcej nazw polskich ulic nawiązuje do owego wydarzenia: czyżby polscy obywatele czcili uznawanie ich życia za nieistotne? Powstania nigdy nie proklamowano. Nikt nie zapytał mieszkańców Warszawy, czy chcą zaryzykować.

 

Mit narodowej miłości ma być może skutek uboczny: o ofiarach Powstania mówi się jak o sprawie przeszłej generacji, a nie postawy AK wobec ludności, jak gdyby ludzi którzy dzisiaj chodzą ulicami widziało zupełnie inaczej. Cóż jednak mogło być aż tak nie do przyjęcia w ówczesnych mieszkańcach Warszawy, żeby „darować” ich miotaczom ognia?

 

Zdarzają się opinie, że Powstanie motywowały też obawy przed przemocą seksualną. Absolutnie Armii Czerwonej nie bronię. Moim zastrzeżeniem jest, że Powstanie nie było zdolne odeprzeć armii rosyjskiej, ani nie miało takiego celu.

 

Część AK stała się żołnierzami wyklętymi, za zbrodnie przeciwko ludzkości po wojnie. O Romualdzie Rajsie, „Burym”, dowodzono iż zgromadził mieszkańców wioski w domostwie, zamknął je i podpalił. W Zaleszanach zamordował 16 osób. Niezależnie od narodowości, AK głównie prześladowało osoby wyznań innych niż katolickie, a przede wszystkim ludność prawosławną. Polskie wojsko chce Wyklętych celebrować. Na zachętę pokazuje swych bohaterów, co obiektywnie da się powiedzieć, jak szpanują ze starymi spluwami, albo nie dostrzegają fotografa.
Szpan ze starymi spluwami

Oto standardowa broń niemiecka, Schmeisser. Tutaj opisuje ją Wikipedia: PISTOLET MASZYNOWY MP-40.
Schmeisser

Obwinianie świata

 

Były prezydent Lech Wałęsa wini za II wojnę Amerykę:

 

Jeśli ktokolwiek jest winien, to bardziej USA niż Polska. Gdyby słuchano naszych informacji, to by się włączyli i szybko by się przeciwstawili hitleryzmowi. To oni mają większą winę niżeli my.

 

Nie bardzo jednak wierzę, żeby pan Wałęsa, swego czasu zwierzchnik sił zbrojnych, siadł był na konia nad Bzurą. Polska szarża na czołgi była bezsensownym pomysłem, tak jak zabranianie broni obywatelom, mimo przedwojennych wieści z Berlina. Faktem pozostaje też, iż Polska miała układ obronny z Anglią, a nie USA.
Cavalry at Bzura

 

 

Ludzkie życie a media i sądy

 

Różne są też standardy medialne, względem ludzkiego życia. Media polskojęzyczne nie podają ogólnej liczby ofiar nekrobiznesu w Łodzi. Relacje są zgodne co do tego, że pracownicy pogotowia i lekarze zamordowali tam pacjentów zastrzykami pankuronium, aby otrzymać łapówki z domu pogrzebowego.

 

Co do sądownictwa, zwykły pogrzeb w Polsce kosztuje około 5,5 tysiąca złotych. Porównując nieruchomości, dla rozeznania w wartości łodzkiej złotówki, mieszkanie wielkości około 30 metrów kwadratowych kosztuje tam 106-117 tysięcy złotych.

 

W biznesie, pieniądze które się nie kalkulują na inwestycję, nie kalkulują się też na łapówkę. Wroki wydano za pięć morderstw i czternaście przypadków narażenia zdrowia i życia.

 

Podążając za ramami rozprawy, 12-70 tysięcy nie ma jak się opłacać na promowowanie domu pogrzebowego dla 19 pogrzebów. To za dużo pieniędzy. Nie ma w Polsce prawa które by narzucało dom pogrzebowy. „Inwestycja” byłaby więc wysokiego ryzyka. Sędziowie nie uznali za stosowne uwzględnić kalkulację, przy werdykcie.

 

Względem procedur i śledztwa, polskie szpitale rejestrują pankuronium, dostawy zarówno jak zużycie. Ponadto lek pozostaje w zwłokach miesiącami, co ma siłę dowodu w sądzie. Wiedzieli o tym i sanitariusze i lekarze.

 

Polskie prawo wymaga autopsji na ciałach osób które zmarły w ciągu 12 godzin, w szpitalu, bądź w drodze. Autopsja jest obowiązkowa, nawet jeżeli osoba wyraziła pisemnie sprzeciw. Pankuronium trudno przeoczyć, jako że ma efekty kurary. Tymczasem, odkrycie procederu „Łowców skór” jest opisywane jako przeciek.

 

 

Cztery osoby zostały skazane. Jeden pracownik pogotowia dostał 25 lat, a dwaj lekarze po 5 i 6 lat, przy czym obydwaj mogą wrócić do zawodu lekarza po 10 latach. Zagraniczne relacje na temat łódzkiej afery są niemile widziane i określane jako przesadzone. Łatwo jednak zauważyć, że coś się nie zgadza, nie tylko co do pieniędzy, a sprawa musiała mieć szerszy zasięg bądź, dla jakiegoś względu, dodatkowe finanse. Szwedzki film sugeruje, że sprawa mogła dotyczyć nawet 20 tysięcy osób. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek będą w Polsce sądy ławy przysięgłych.
Final text -- necrobusiness

 

Nieposzanowanie indywidualnej własności

 

Jak za komunistycznych czasów, polskie władze nie poważają prawa własności. W lutym 2014 roku, administracja centralna przejęła 51,5 % pieniędzy z Otwartych Funduszy Emerytalnych, ogółem 153 miliardy złotych, na… zapłacenie długu publicznego. Polacy bywają krytyczni co do Niemców. Trudno jakoś wyobrazić sobie niemiecki rząd ogłaszający, „musimy zabrać połowę waszych oszczędności na starość, bo narobiliśmy długu, a jeszcze nam się nie chce iść do domu”. Nie tylko niemieckiego rządu za bardzo nie da się sobie w takiej roli wyobrazić.

 

W Polsce, co miesiąc, pracownicy muszą płacić 18% podatku dochodowego, 9% obowiązkego ubezpieczenia zdrowotnego, oraz 19,5 % funduszu emrytalnego. Opłaty i fundusze są zarządzane przez państwo, co czyni je właściwie 46,5 procentowym podatkiem.

 

Godło

 

Względem narodowych manier, obywateli nie zapytano po roku 1989, czy życzą sobie by koronować polskiego orła. Sejm kontraktowy zadecydował bez powszechnego głosowania, paradoksalnym skutkiem czego Polska jest jedyną taką ekstrawagantką w Europie, żeby mieć prezydentów z rojalistycznymi insygniami. Nie jestem monarchistką i nigdy nie uważałam orła bez korony za ułomnego, czy komunistycznego.
Coat of Arms of Poland

 

„Złote czasy” polskiej monarchii to kolejny mit. Polska chronicznie znajdowała się w stanie wojny bądź znikała z mapy, pod koroną. Poniżej, słynny Matejkowski Rejtan: pierwszego rozbioru Polski dokonał sejm polskiej szlachty.
Rejtan_Upadek_Polski_Matejko

JAN MATEJKO, REJTAN, WIKIMEDIA

 

Poszanowania dla demokracji nadal jednak w Polsce nie ma. Kandydatką Sojuszu Lewicy Demokratycznej na prezydent była w roku 2015 Magdalena Ogórek. W swojej uprzedniej karierze, spełniała wszelkie wymogi potocznego określenia, „blondynka z dużymi oczami”. W Komuniźmie, z którego SLD się wywodzi, o kraju decydował Komitet Centralny. Nie było prezydentów. Byli pierwsi sekretarze, zawsze na czele ściśle męskiego grona.

 

 

Nietykalność osobista

 

Polska nie ratyfikowała Europejskiej Konwencji z roku 2002, o przeszczepach. Od 2005 roku, polskie prawo ma każdego za dawcę, chyba że dana osoba zarejestruje swój sprzeciw. Prawo oddaje jednak ostateczną decyzję rodzinie, do czego wystarczy że członek rodziny stwierdzi, iż rozmawiał na ten temat z osobą której narządy miałyby być pobrane.

 

Bocian się pomylił

 

Nie wiedziałam niczego z tego co zostało ujawnione po roku 1989, przed owym rokiem. Jednak stan wojenny oraz po prostu uczenie się o polskiej historii w szkole zniechęciły mnie do kraju w którym się urodziłam. Był to kraj w którym wartością najwyższą, a to od zamierzchłej historii, był absurd. A ja, jakkolwiek świadoma ludzkiej śmiertelności, nie uważałam żeby człowiek powinien się uważać za żywy bezsens.

 

Szczerze polecam „Zdrowy rozsądek” Tomasza Paine. Nie da się oczywiście ludzkiej myśli „transplantować”, ale cenną obserwacją jest w tej pracy, że kraj to taki rodzaj wspólnego dla obywateli biznesu i warto dbać o to, żeby dla tego biznesu były dobre warunki. Ale co właśnie bardzo ważne: to biznes, a nie jakiś teatr, czy etos umierania. Umrzeć człowiek i tak zawsze zdąży.

 

Chociażby polska konstytucja już się kłóci z dobrym biznesem. Tomasz Paine ma zawiłość konstytucji za poważną wadę. Ogółem warto przeczytać jego pamflet, mając oczywiście na uwadze owych ponad dwieście lat które od jego napisania minęły. Wiele się od tamtej pory zmieniło, względem napięć religijnych, czy w relacjach z Europą, na lepsze. Co do państwowości i biznesu, jego praca nie staciła na ważności wcale.

 

Amerykańską konstytucję da się zaprezentować na plakacie, a przeczytać by ją potrafił i prosty człowiek: napisana jest rzeczywiście dobrym językowym stylem, a co bardzo istotne, zrozumiałym. Zrobiłam dla domeny publicznej darmowe plakaty.

US CONSTITUTION HEADER

 

Absurd zakrada się też do języka polskiego. Nauczycielką w szkole podstawowej była pani Maria Świętoniowska. Mówiono, że mogła się mieć lepiej niż uczyć w podstawówce, ale nie lubiła partii. W skrócie, nazywano ją „Świętą”. Była wymagająca, ale z polskiego naprawdę bardzo dobra, za co ja ją lubiłam. Nie miała takiego pomysłu, żeby zwalczać naturalną fonologię języka polskiego i nakazywać słówko „wziąć”.

 

Napisałam do pana Jana Miodka i otrzymałam odpowiedź, „formę wziąć będę zawsze popierał, bo jest ona kontynuantem prymarnego vzęti, a nie vzęsti.” Fonologia nie jest etymologią, czego jak wierzę, pan profesor jest świadom. W słówku „wziąść”, ś naturalnie mediuje między ą a ć. Bez tego ś musiałby się człowiek „wyginać w gardle”, żeby wyraźnie powiedzieć ą, albo mówić jakiegoś rodzaju ońć, szczególnie w szybkiej, potocznej mowie.

 

Naturalna fonologia nie ma nic przeciwko mówieniu „wzięty”, jako że ę siąsiaduje wtedy z t, które mówimy w przodzie ust, przeważnie na zębach, stąd „wyginania się w gardle” nie potrzebuje. Naturalna fonologia ma w języku polskim swoją historię: Polacy mówili „wnijć”, aż wpadli na dobry całkiem pomysł żeby mówić „wnijść”, a „wejście” do dzisiaj brzmi naturalnie. Pewnie dlatego „wziąść” uprawiali i Mickiewicz, i Słowacki, i Sienkiewicz.

 

Wszystkie do tej pory, osoby argumentujące na rzecz „wziąć” fonologię ignorują. Podawane są przykłady jak „nie mówimy braść”, gdzie do ekwilibrystyki tylno-językowej nie ma ani okazji, ani zachęty.

 

Mówienie, że forma „wziąść” jest „rażącym błędem”, jest tylko okazywaniem rażącej niewrażliwości na jakość polskiej mowy. Niedawno, słyszałam w sklepie dwie kobiety. Brzmiały na tle mowy ogółem (zagranicą) jak… dwie udawane szczoteczki do zębów. Jedna powiedziała, „To możemy wziąć…”

 

To nakazywane „wyginanie się w gardle” może pewnie mieć taki skutek, że człowiek te niewygodne fragmenty wymowy sobie „ucina”, a robi to przesadnie rytmizując. „Wziąść” jest słówkiem które nawet jeżeli nam często nie wybrzmiewa, często się kojarzy, w związku z codziennymi czynnościami.

 

Rzecz jest zupełnie fonologiczna, wystarczy pomyśleć o formie „powziąć”. Żadne „powziąść” nigdy nie powstało, ale akcent pada tu na pierwszą sylabę, na o, a nie na ą. Podejście nakazowe i etymologiczne mnie nie przekonuje.

 

Nie zgodzę się z panem Janem Miodkiem także co do językowej ekonomii:

 

„Przed kilkoma dniami dostałem do ręki tom składający się z kilkunastu artykułów w wersji polskiej i niemieckiej. I każdy artykuł w wersji niemieckiej jest o dwie, trzy strony dłuższy niż polski, ponieważ w języku niemieckim jest więcej wyrazów złożonych. (…) Jednak przeciętny polski tekst przetłumaczony na angielski będzie jeszcze krótszy, ponieważ język angielski jest językiem najbardziej ekonomicznym.”

 

Mam nadzieję, że plakaty powyżej wykazują, dlaczego się z panem Janem Miodkiem zgodzić nawet nie mogę, a owo twierdzenie o językowej ekonomii przynależy z przesądem, o ile nie zabobonem.

 

Kończąc, moim wnioskiem jest, że „bocian się pomylił”: chcę zmienić obywatelstwo, a nie trzeba mi do tego dyskusji.